Alternatywne zwiedzanie Londynu: ukryte miejscówki i food markety


Londyn jest prawdopodobnie najbardziej oryginalnym miastem, które do tej pory odwiedziłam. To tutaj natrafiłam na najwięcej niesztampowych miejsc - od kolorowych vintage shopów i księgarni, przez niepozorne, ukryte pchle targi, aż po ogromne food markety. Londyńskie ulice pełne są inspiracji, które czasem czekają w niepozornych miejscach. Zatem bądźcie czujni i rozglądajcie się, bo nietuzinkowe rzeczy mogą czyhać na każdym rogu. Chodźcie na spacer po Londynie ze mną, pokażę wam, co odkryłam!

Leadenhall Market

Zaczynamy od dzielnicy biznesowej, gdzie między biurowcami mieści się jeden z najstarszych pasaży handlowych w Londynie. Jego historia sięga XIV wieku, kiedy to pełnił rolę targu ze świeżymi produktami: serem, mięsem, kwiatami. Obecnie zaś znany jest głównie z tego, że… w filmach o Harrym Potterze zagrał ulicę Pokątną ;) Rzeczywiście, jego zadaszone alejki utrzymane w eleganckim, tradycyjnym angielskim stylu dobrze wpisują się w klimat Hogwartu.

Teraz to raczej luksusowe miejsce z restauracjami, barami i niszowymi butikami. Ja byłam tam w sobotnie przedpołudnie, kiedy wszystko było jeszcze zamknięte, a jedynymi odwiedzającymi byli turyści, którzy tak samo jak ja chcieli zrobić kilka ciekawych zdjęć temu miejscu.

Bengalska ulica Brick Lane

O tej ulicy wspominałam już w poprzednim poście. Znajduje się w dzielnicy Tower Hamlets, blisko stacji metra Whitechapel i jest uważana za centralny punkt bengalskiej społeczności w Londynie. Spacerując tam, mijamy małe restauracje serwujące curry i inne specjały jedzone w Bangladeszu, a przyglądając się budynkom dostrzegamy, że nazwy są podawane w dwóch językach – angielskim i bengalskim. Jednak im dalej idziemy, tym bardziej ulica zmienia swój klimat. Widzimy dużo kolorowego graffiti i instalacje artystyczne - na przykład mural z kapsli po piwie i kolekcję starych zdjęć mieszkańców okolicy. Potem natrafiamy na kilka księgarni i sklepów z ubraniami vintage. To właśnie tam jest jedno z londyńskich zagłębi kultury underground, gdzie można kupić nietuzinkowe rzeczy.

Zaraz obok, przy głównej ulicy, jest hala z ogromnym pchlim targiem. Gdy do niej weszłam, od razu wiedziałam, że mogłabym spędzić tam co najmniej godzinę, chodząc od jednego stoiska do drugiego. Było tam wszystko – od starych pocztówek ze zdjęciami różnych miejsc w Wielkiej Brytanii po przekąski na ciepło i lemoniadę. Nie chciałam jednak tracić dnia na buszowanie na targu, więc zajrzałam tylko do pana sprzedającego plakaty. Kupiłam trzy z Dawidem Bowie jako moją unikalną angielską pamiątkę.


Borough Market

Znajduje się blisko wieżowca The Shard i uchodzi za jeden z najlepszych w mieście marketów z jedzeniem. To tam wielu londyńczyków spędza sobotnie popołudnia. Ale to nie tylko stoiska z ciepłym jedzeniem – obok nich jest też pasaż z naturalnymi kosmetykami, angielską ceramiką, świeżo wyciskanymi sokami, kawą, pełnoziarnistym pieczywem i słodyczami z różnych stron świata.

Jak zwykle w takich miejscach, gdzie każde kolejne stoisko wygląda tylko lepiej niż poprzednie, miałam problem co wybrać :) Owoce morza smażone na dużych głębokich patelniach, indyjskie chrupiące pierożki, czy może bardziej lokalne jajko w panierce albo rybę? Wszystko wyglądało ciekawie i świeżo. W końcu zdecydowałyśmy się z Martą na pitę z warzywami w izraelskim stylu. Z ciekawości kupiłyśmy też jedną indyjską bhujię – wegańską kulkę z cebuli i mąki z cieciorki. Smaczna, ale jednak trochę tłusta i brudząca palce ;)

Neal’s Yard

Z finansowego City przenosimy się do teatralno-rozrywkowej części Londynu przy stacji Covent Garden. W okolicy tej działa kilka teatrów, blisko jest też katedra świętego Pawła i Opera. Z kolei Neal Street i parę sąsiednich ulic tworzą kolejną alternatywną enklawę pełną ciekawych sklepów, knajpek i galerii sztuki. Podczas spaceru warto się uważnie rozglądać, bo tych kilka przecznic pełnych jest ukrytych przejść, które prowadzą do coraz bardziej oryginalnych zakątków. Jednym z nich jest Neal’s Yard, uroczy kolorowy dziedziniec pełen sklepików i kawiarni.

Urocza Little Venice

Jedziemy dalej, do zachodniej części miasta. Tam, między dzielnicą Paddington, The Regent’s Park i londyńskim zoo, wzdłuż małego kanału znajduje się nietypowe osiedle z bogatymi rezydencjami, zwane Małą Wenecją. Uroku temu miejscu dodają zacumowane po obu brzegach kolorowe łodzie. W sezonie działają w nich restauracje, kafejki, ponoć nawet teatr lalek. Zupełnie inne oblicze Londynu. Nie spodziewałam się, że znajdę tam miejsce we włoskim klimacie!

Camden Market

Wzdłuż kanału za Regent’s Park rozciąga się Camden Town, uważane za najbardziej alternatywne miejsce w Londynie. Dużo tutaj restauracji i barów z muzyką na żywo, a udekorowane muralami ulice są barwne i ciekawe. Mnie i Martę najbardziej jednak interesował słynny Camden Market, kolejny raj z jedzeniem. Podobnie jak na Borough Market, można tam wybierać spośród niezliczonych budek ze specjałami z całego świata. Dużo jest też ciekawych opcji wegańskich, więc nikt nie wyjdzie stąd głodny ;) To miejsce reprezentuje naprawdę wysoki poziom, to nie to samo co nasze rodzime food tracki z burgerami i frytkami belgijskimi.

Zagłębiając się w wąskie alejki, odkrywamy coraz więcej zakamarków z kolejnymi stoiskami, a także małe sklepiki z dekoracjami do domu, ubraniami vintage i książkami. Można się tu zgubić! Najlepiej więc zrobić tak jak my - przed przyjazdem sprawdzić stronę internetową targu i wytypować swoje jedzeniowe faworyty. Tym razem chciałyśmy spróbować czegoś lokalnego, więc wybrałyśmy Yorkshire burrito – wariację na temat typowo brytyjskiego dania Sunday roast. Tradycyjnie jest to pieczone mięso i ziemniaki z dodatkami: gotowanymi warzywami oraz puddingami Yorkshire (składem zbliżone są do ciasta naleśnikowego, uformowane w małe babeczki z dziurką w środku i upieczone). Na stoisku na Camden Market ten słynny pudding występował w roli kruchego zawijanego placka, a nadzieniem było do wyboru mięso albo ziemniaki z gulaszem warzywnym. Mmm, jakie to było chrupiące!

Gdy wcinałyśmy w najlepsze nasze burrito, zobaczyłyśmy, że zaraz obok jest bar z wegańskimi pies. Koniecznie musiałyśmy tam zajść, bo nie można wyjechać z Londynu bez spróbowania tradycyjnego pie (Pasztecik, ciastko, pierożek? Nie da się tego dosłownie przetłumaczyć ;) Marta wzięła klasyczną opcję z jabłkami w środku, a ja wybrałam wersję na słono – z grzybami i gęstym sosem. Obłęd!

Brixton

To południowa dzielnica Londynu, bardzo zróżnicowana kulturowo i przez to bardzo dla mnie ciekawa. Kiedyś była owiana złą sławą ze względu na zamieszki na tle rasowym. Represjonowana była przede wszystkim społeczność karaibska, która emigrując do Wielkiej Brytanii osiedlała się właśnie w tamtej okolicy. Dziś pamiątką po tamtych wydarzeniach są murale, których wydźwięk jest nie tylko artystyczny, ale i polityczny. Uczyłam się o tym wszystkim na studiach, dlatego musiałam zobaczyć Brixton na żywo. I rzeczywiście, na każdym kroku było widać wpływy kultury Karaibów: sklepy z importowanymi produktami, restauracje i kolorowe graffiti. Panowała tam bardzo osobliwa atmosfera.

Na pewno nie byłam we wszystkich alternatywnych punktach w Londynie. I tak cieszę się, że oprócz muzeów i zabytków udało mi się zobaczyć kilka bardziej niszowych miejsc. Może ktoś z was podąży kiedyś moimi śladami? ;) Gorąco polecam wszystkie z opisanych przeze mnie propozycji!


Do następnego!

206 wyświetlenia

©2020 by OCZAMI KAROLINY. Created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now