Akademiki i mieszkania w Paryżu - relacje z pierwszej ręki


Temat znalezienia dogodnego lokum na czas wymiany studenckiej (czy wycieczki turystycznej) potrafi być skomplikowany i problematyczny. Dlatego dziś przedstawiam wam relacje moich trzech koleżanek, które też były na wymianie w Paryżu. Zgłębimy się w procedurę przyznawania pokoju w akademiku oraz zobaczymy, jak wygląda wynajem mieszkań i pokoi. Z góry ostrzegam, że ten post jest dłuższy niż poprzednie! ;) Za to zawiera trochę wiedzy i doświadczeń wiarygodnych osób. Mam nadzieję, że będzie to pomocne zarówno dla studentów, którzy chcą w przyszłości wyjechać na Erazmusa, jak i dla tych, którzy są zapalonymi podróżnikami i wyruszą w świat, jak tylko pozwoli na to sytuacja epidemiczna ;) A teraz oddaję głos moim koleżankom. Na początek Maja, która opowie o akademiku:


STARANIA O AKADEMIK - MAJA

Przy wyborze lokum pojawiają się liczne pytania związane z ceną, lokalizacją, wyposażeniem bądź innymi udogodnieniami. Stypendium, które otrzymujemy w ramach wymiany, nie pokrywa wszystkich kosztów, dlatego lepiej z góry określić nasz miesięczny budżet i kwotę, którą przeznaczymy na opłatę za miejsce zamieszkania.

Przed wyjazdem

Francuzi mają bardzo rozbudowaną biurokrację, dlatego przy każdej okazji wymagają różnego typu dokumentów (co zdecydowanie może utrudnić wyjazd!). Tak więc, wraz z dokumentami wymaganymi przez uczelnię przyjmującą, wypełniłam również dokument związany z przydzieleniem do akademika (który we Francji działa w ramach grupy uniwersyteckiej o nazwie Crous). Ubiegałam się o przydział na semestr letni, czyli w przypadku kalendarza akademickiego uczelni w Paryżu od początku stycznia.

Czas upływał, a uczelnia nie odzywała się w sprawie przydzielenia mnie do jednego z akademików. Była już połowa grudnia, a mój wyjazd stał pod znakiem zapytania. Wiedziałam, że mój budżet był ograniczony i nie miałam możliwości, by wynająć mieszkanie. Po kilku mailach udało mi się w końcu otrzymać odpowiedź twierdzącą. Tak, przyznali mi akademik! Uff!

Jednak mój entuzjazm był przedwczesny. Zamiast od stycznia, otrzymałam propozycję pokoju od początku lutego… Zaczęłam się zastanawiać, czy w takim razie mam spędzić styczeń pod jednym z paryskich mostów? Owszem, uczelnia wysłała link do stron partnerskich zajmujących się udzielaniem prywatnego lokum na ten czas, jednak mieściły się one pod Paryżem, a opinie na ich temat były dosyć skrajne. Nie dość, że będę w zupełnie nowym mieście, to w dodatku mam zamieszkać gdzieś na jego przedmieściach? Nie uśmiechało mi ani mieszkanie poza samym Paryżem, ani wracanie tam po ciemku w środku zimy.

Początek wyjazdu

I tu z pomocą przyszła tak zwana „poczta pantoflowa”. Dzięki znajomym znajomych pomocną dłoń wyciągnęła do mnie Joanne wraz z jej mamą Véronique, które przyjęły mnie pod swój dach w styczniu. Byłam bardzo szczęśliwa i wdzięczna, bo nie ukrywajmy – byłam dla nich przecież zupełnie obcą osobą, którą zgodziły się przyjąć do siebie.

Pomimo tego, że na początku byłam zestresowana problemami z akademikiem, to uważam, że ta sytuacja wyszła mi to na dobre. Mieszkanie u francuskiej rodziny na samym początku mojego pobytu pozwoliło mi się zaaklimatyzować w Paryżu, zasięgnąć różnych porad oraz, co najważniejsze, poczuć się pewniej w mówieniu po francusku! Teraz, jak patrzę na to z perspektywy, to widzę, że był to odpowiedni dla mnie okres przygotowawczy do mieszkania samej w akademiku w tak dużym mieście.


PRZEPROWADZKA DO AKADEMIKA

Gdy na początku lutego nadeszła pora przeprowadzki, nie było to po prostu przeniesienie wszystkich moich rzeczy do nowego lokum. Musiałam przygotować się na wypełnianie kolejnych niezbędnych francuskich dokumentów. Aby zostać ostatecznie przyjętym do akademika, trzeba było podpisać umowę i regulamin, uiścić opłatę miesięczną wraz z kaucją na wypadek domniemanych szkód, pokazać dowód wykupienia ubezpieczenia na mieszkanie oraz tak zwanej gwarancji Visale.

Krok 1: Zawarcie umowy

W przypadku podpisywania umowy nie ma zazwyczaj nic nowego poza zaznajomieniem się z regulaminem i sprawami administracyjnymi. Jednak trzeba także zwrócić uwagę na daty obejmujące nasz pobyt w akademiku. Jeśli zdecydujecie się na skrócenie swojego pobytu, to albo będziecie musieli i tak opłacić wasz całkowity pobyt (tak jak określone są daty w zawartej przez was umowie), albo znajdziecie inną osobę na wasze miejsce.

Krok 2: Opłata miesięczna + kaucja

Wraz z zawarciem umowy trzeba uiścić opłatę miesięczną oraz kaucję. Za 18m2 płaciłam co miesiąc 403€, a za samą kaucję zapłaciłam na początku 300€.

Krok 3: Ubezpieczenie mieszkania

Przenosząc się do akademika, trzeba wykupić ubezpieczenie mieszkania zgodnego z typem naszej kwatery. Początkowo napotkałam tutaj pewne trudności. Na uczelni poinformowano mnie, że mogłam je wykupić w jednym z banków, u których uczelnia miała podpisaną umowę dla studentów. Jednak, aby móc to zrobić trzeba by założyć konto w takim banku. A aby móc je założyć, trzeba oczywiście dostarczyć masę dokumentów, m.in. potwierdzenie miejsca zamieszkania przez właściciela. W przeciwieństwie do Francji, w Polsce w większości przypadków wystarczy przynieść ze sobą jedynie dowód osobisty. Jeśli zdecydujecie się założyć konto w francuskim banku, nie możecie po prostu przyjść do oddziału - musicie umówić się na konkretny dzień i godzinę. Gdy przyjechałam, miałam już założone specjalne konto walutowe w euro w polskim banku i nie miałam potrzeby zakładania kolejnego tylko po to, by móc wykupić ubezpieczenie. Dlatego po dokładnym researchu dowiedziałam się, że istnieją specjalne przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe właśnie dla studentów (np. SMEREP). Wszystko odbywa się online i można wykupić ubezpieczenie, które wygasa automatycznie po wykupionym przez nas okresie (tzw. sans tacite reduction). Mimo, że minimalny okres czasu w przypadku większości ubezpieczeń mieszkań wynosi 12 miesięcy (a ja potrzebowałam tylko na 5), to i tak jest to bardzo dobra opcja dla studentów pod względem kosztów (około kilkudziesięciu euro za całe ubezpieczenie). Ubezpieczenie w banku wymagałoby wypełniania kolejnych formalności i umawiania się na spotkania, aby móc takie ubezpieczenie anulować, gdy wyjedziemy. Banki we Francji, raczej nie są pro-studenckie!


Krok 4: Gwarancja Visale

Ten dokument wymagany jest od administracji akademika na wypadek, gdyby student nie płacił miesięcznie za swoje lokum. Jest to bezpłatna opcja przeznaczona głównie dla młodych, tak aby osoba wynajmująca miała pewność, że otrzyma pieniądze za wynajem. Oczywiście jest to tylko gwarancja, a student, który nie będzie wywiązywał się finansowo z umowy będzie musiał uiścić opłatę w późniejszym czasie!



WYPOSAŻENIE

Byłam bardzo zadowolona ze swojego pokoju w akademiku. Opłata za wynajem jak na Paryż była niska, a ja miałam pokój z własną kuchnią, łazienką, a nawet mini balkonem, z którego ponad dachami paryskich kamienic widać było czubek Wieży Eiffla! 😍 Oprócz takich luksusów w akademiku mieściła się również winda, pralnia (opłata zbliżeniowo kartą poprzez terminal umieszczony na ścianie) oraz wspólne strefy dla studentów, gdzie można było razem spędzić czas. Oczywiście pozostałe potrzebne rzeczy, tak jak talerze, sztućce, garnki i pościel (oraz lampka na biurko!) trzeba było kupić we własnym zakresie.


Lokalizacja

Nie mieszkałam co prawda w tej samej dzielnicy, gdzie znajdował się uniwersytet, ale chcę zaznaczyć, że akademik nie musi wcale znajdować się tuż obok uczelni. Dojazdy w każdym mieście są uciążliwe, nieważne, czy jesteśmy w Warszawie, czy w Paryżu. Uważam, że jeśli będziecie mieli kiedyś okazję zamieszkać w akademiku, to warto wybrać taki w innej części miasta, aby móc je poznać i wyznaczyć swoje własne ścieżki. Okolica Université Paris Diderot w 13. dzielnicy ma charakter biznesowy – buduje się tu wiele nowych budynków dla różnych firm. Z kolei akademik mieścił się w 15. dzielnicy, w której nie było tłumu turystów z całego świata fotografujących wszystko na swojej drodze (taką osobą byłam za to ja). Dla mnie było to miejsce z „paryską duszą”, gdzie można było podpatrzeć prawdziwe życie Paryżan i Paryżanek.


Akademik a inni studenci

Początkowo zastanawiałam się, jak wygląda życie w akademiku. Czy jest naprawdę tak głośno i brudno? Czy da się w ogóle spać, czy każdy organizuje imprezy? Mieszkanie w jednym budynku z innymi studentami wcale nie oznacza, że nie będziecie w stanie się wyspać lub przygotować do egzaminu. Były to mity, które zostały obalone w czasie mojego pobytu. Widziałam, że wszyscy starali się dbać o wspólną przestrzeń i przestrzegać ciszy nocnej (tylko sporadycznie ktoś o tym zapominał ;). Czasami organizowano jakieś wspólne wydarzenia (np. La Journée de la Crêpe), a administracja dbała o mały ogródek, który znajdował się na podwórku. W czerwcu kwitły tam róże!

Wymeldowanie

A gdy wasz pobyt będzie zbliżał się końca, pamiętajcie, żeby się wymeldować. Tylko nie oznajmiajcie tego w dniu waszego wyjazdu! Jakiś czas przed trzeba się zgłosić do administracji w akademiku i umówić się na wizytę, podczas której oddacie klucze, a pracownicy sprawdzą, czy zostawiliście lokum w dobrym i czystym stanie (każdy przecież chce odzyskać kaucję zapłaconą na początku!).

Czy polecam mieszkanie w akademiku?

Zdecydowanie tak! Akademik jest dobrą opcją dla tych, którzy chcą z jednej strony mieszkać samemu, a z drugiej przebywać w miejscu, gdzie zawsze można znaleźć pomocną dłoń. Jeśli kiedyś wy również udacie się na wymianę Erasmus+, mam nadzieję, że moje doświadczenia i porady okażą się dla was przydatne 😊


MIESZKANIE Z AIRBNB - GABI

Gabi była w Paryżu od września do grudnia ubiegłego roku. Miała jechać wspólnie z jedną koleżanką, Magdą, więc od razu uzgodniły, że razem poszukają kwatery. Na początku też chciały ubiegać się o akademik, ale złożyły prośbę dopiero w czerwcu, kiedy praktycznie wszystkie miejsca były już zarezerwowane. Wysyłały maile, ale albo były ignorowane, albo mówiono im, że musiałyby płacić czynsz już od lipca.

Wtedy zaczęły przeszukiwać wszystkie strony z mieszkaniami pod wynajem. By nie tracić czasu na dojazdy, dziewczyny chciały być blisko uczelni, która znajdowała się w dzielnicy biznesowej La Defense. I tu pojawił się kolejny problem – niemal wszystkie atrakcyjne opcje zostały już zajęte. Nie było zbytnio w czym wybierać. Pierwsza połowa lipca upłynęła im na sprawdzaniu nowych ofert na aplikacji Airbnb, którą uważały za swoją ostatnią szansę. Cena aż tak się dla dziewczyn nie liczyła. Perspektywa spędzenia w Paryżu kilku miesięcy skłaniała je raczej do zamieszkania w wygodnej i komfortowej przestrzeni.

Po wielu dniach szukania, gdy myślały już, że zdecydują się na małą przybudówkę z wyposażeniem w postaci dwóch łóżek i jednego biurka, na stronie Airbnb pojawiła się nowa oferta. Ładne (przynajmniej na zdjęciach) mieszkanie oddalone o pół godziny spaceru od ich uczelni, w Suresnes, blisko Lasku Bulońskiego. Szybko skontaktowały się z właścicielem, ale tutaj napotkały kolejną trudność. Według prawa w stolicy Francji można wynajmować mieszkanie za pośrednictwem Airbnb na okres nie dłuższy niż 120 dni. Pobyt Gabi i Magdy miał wynosić 123 dni. Po wymianie kilku maili i prośbach o pomoc w coraz bardziej naglącej sytuacji, właściciel zgodził się na wynajem na podstawie zwykłej umowy.

W aplikacji Airbnb nie było żadnych opinii o gospodarzu ani informacji o wcześniej wynajmowanych przez niego lokalach, co nie wróżyło zbyt dobrze. Podpisanie umowy i zapłacenie mu w ciemno było więc dużym ryzykiem, ale zbliżający się termin wyjazdu nie dawał dziewczynom wyboru. Jadąc tam, nie miały pewności czy to miejsce w ogóle istnieje – trudno w stu procentach ufać nieznajomej osobie w obcym kraju. Żeby jakoś się zabezpieczyć, sprawdziły profil mężczyzny na portalach takich jak Facebook i LinkedIn, poprosiły go także o zdjęcie jego paszportu i podały dane kontaktowe do swoich rodziców. Na szczęście okazało się to zbędne. Mieszkanie czekało na dziewczyny pod wskazanym adresem, a co najważniejsze, spełniło wszystkie ich oczekiwania. Mieściło się w typowo paryskiej, klimatycznej kamienicy, na klatce były stare schody… „To mieszkanie spadło nam z nieba, okazało się naszym zbawieniem” – komentuje zadowolona Gabrysia. Jedyna rzecz, do której można się było przyczepić, to brak pralki. Na szczęście w Paryżu pralnie są prawie na każdej ulicy, więc akurat tę kwestię dziewczyny szybko rozwiązały. Za mieszkanie płaciły 700 euro od osoby. Do tego dochodziły jeszcze opłaty za wodę, prąd i gaz. 


MIESZANKA KULTUR U SIÓSTR ZAKONNYCH - NATALIA

Byłam bardzo zadowolona na myśl o wyjeździe do Paryża. Jak to się mówi - Paris mon amour! Tylko gdzie ja będę mieszkać? Paryskie mieszkania są bowiem owiane bardzo złą sławą. Mówi się, że wszędzie jest drogo, a warunki złe lub tragiczne. Okazało się, że nie jest jednak tak źle, ale zacznijmy od początku :)

Skontaktowałam się z jedną osobą, która mieszkała już w Paryżu. To ona skierowała mnie do Foyer St Maksymilian Kolbe w Bagneux (pod Paryżem), prowadzonego przez Siostry Nazaretanki. Jestem praktykującą katoliczką, byłam więc bardzo zadowolona, że trafiłam do takiego miejsca. Miałam też już doświadczenie w mieszkaniu u sióstr w Warszawie i bardzo to sobie chwaliłam. W zakonach jest spokojna, wspaniała atmosfera, pełna pozytywnych uczuć i chęci do pomocy. I tym razem nie było inaczej, a nawet lepiej. 7 stycznia, gdy przybyłam do Bagneux, przywitała mnie siostra Miriam - jedna z najmilszych i najcudowniejszych osób, jakie poznałam w życiu. Uśmiech nie znikał z jej twarzy i potrafiła rozwiązać każdy problem. Pokazała mi mój pokój i przedstawiła mnie współlokatorom. Siostry nie mieszkały z nami, lecz zjawiały się co jakiś czas, by sprawdzić, jak nam się wiedzie. W sumie mieszkaliśmy w czwórkę w bardzo dużym domu, a atmosfera była wspaniała. Miesięcznie każdy z nas płacił 400 euro.

Mieszkałam z osobami pochodzącymi z Maghrebu i Bliskiego Wschodu, a dokładniej - z Maroka i Syrii. Najbardziej radosną osobą była współlokatorka z Syrii. Niezwykle ciepła, miła i skromna osoba, która nie zawahałaby się ani jednej sekundy, by pomóc w czymkolwiek. Spędzałyśmy razem dużo czasu gotując, rozmawiając, wychodząc do miasta, czy nawet na msze. Zdecydowanie jest to też osoba, która gotuje najlepiej na świecie! Dzięki niej miałam okazję spróbować prawdziwych syryjskich dań, a także prawdziwego kebaba! Wedle tradycyjnej receptury jest to mięso mielone z dodatkiem pietruszki i cebuli, uformowane w wałeczki i pieczone na grillu. Moje serce podbił jednak kurczak z dużą ilością przypraw z cebulką w chlebku, przypominającym cienkie ciasto do kebaba.


Ciekawe były też nasze rozmowy. Z naszym współlokatorem, Marokańczykiem z pochodzenia, spędzałyśmy godziny na dysputach na wszelkie tematy. Wielokrotnie doznawałam tzw. szoku kulturowego. Zdziwił mnie na przykład fakt, że dla Anassa obcym zjawiskiem była bożonarodzeniowa choinka, która w okresie świątecznym jest przecież ustawiana w centrach handlowych w wielu krajach, nie tylko tych związanych z religią chrześcijańską. Niby powinno być dla mnie oczywiste, że Marokańczyk wcale nie musi znać symboli związanych z Bożym Narodzeniem, jednak, gdy człowiek nie ma sposobności, to się nad tym nie zastanawia. Anass znał za jednak inne ciekawe zwyczaje i opowiadał mi o nich, a ja bardzo lubiłam tego słuchać. Nasze dyskusje trwały bardzo długo, nieraz do późnych godzin nocnych, czasami przeradzając się w ostrą wymianę zdań. Zawsze jednak kończyły się zgodą.


Tak właśnie upływał mi czas między uczelnią a moim Foyer, aż w połowie lutego przyszła wiadomość, iż dom zostanie zburzony i trzeba się przeprowadzić… Nie stresowałam się tym jednak. Siostra Miriam pomogła mi znaleźć nowe miejsce. Przeprowadziłam się do Neuilly sur Seine, po raz kolejny do klasztoru.

O samym Neuilly mogłabym pisać godzinami. Według mnie, jest to bez wątpienia najlepsze miejsce do mieszkania w Paryżu, położone w pobliżu słynnej dzielnicy La Defense, na trasie zautomatyzowanego metra numer 1 (idealne na czas manifestacji, coś o tym wiem ;), niedaleko Lasku Bulońskiego. Neuily sur Seine to idylla, zwłaszcza na wiosnę, gdy wszędzie wokół kwitną magnolie. Mogłam obserwować budzące się do życia rośliny, kwiaty, rozkwitające liście. Sam klasztor był piękny, wyglądał jak pałacyk, a mi takie klimaty są bardzo bliskie. Przy budynku znajdował się piękny, bardzo zadbany ogród, w którym można było delektować się urokami wiosny, a także mały, urokliwy kościółek. Tutaj opłaty były wyższe, niż w Bagneux - 560 euro, ale za to w cenie było też wyżywienie! Kolejna zaleta mojego lokum w Neuilly. 


W nowym miejscu poznałam wspaniałe osoby, ale jest ich tyle, że nie sposób opisać każdą z nich. Siostra przełożona pochodziła z Beninu, kraju afrykańskiego. Osoba zasadnicza, ale też bardzo ciepła i wyrozumiała. Podobnie jak siostra Miriam, miała serce jak na dłoni. Po mojej późniejszej „ewakuacji”, spowodowanej wybuchem epidemii, obie interesowały się moim losem, dzwoniąc i pisząc, co dla mnie było niesamowitym doświadczeniem.

W Neuilly miałam okazję zapoznać się z kulturą i zwyczajami francuskimi, gdyż wiele z moich współlokatorek było Francuzkami. W dodatku większość z nich studiowała ten sam kierunek co ja, więc wspólnych tematów było dużo. Najbardziej zapamiętałam jednak dwie dziewczyny z Afryki, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Mam nadzieję, że ta znajomość przetrwa i jeszcze kiedyś się spotkamy. Żałuję, że epidemia nie pozwoliła nam spędzić więcej czasu razem...


Hej hej, tu z powrotem Karolina :) Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca tego posta, albo chociaż przeczytaliście to, co was najbardziej interesuje lub dotyczy. Pokazałam wam doświadczenia moich znajomych, gdyż myślę, że autentyczne relacje, dużo bardziej niż suche informacje, oddają rzeczywistość. Będzie mnie bardzo cieszyć, gdy choć jedna osoba zainspiruje się tym, co zawarłyśmy z dziewczynami w tym wpisie.


Do następnego!


304 wyświetlenia

©2020 by OCZAMI KAROLINY. Created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now